DUCHOWOŚĆ SAC

DUCHOWOŚĆ SAC: Św. Józef Kalasancjusz - twórca nowożytnego szkolnictwa

25 sierpnia Kościół wspomina św. Józefa Kalasancjusza (lub Kalasantego), założyciela Zakonu Pijarów. Był Hiszpanem i nazywał się José de Calasanz. Urodził się w 1557 roku. W wieku 27 lat został księdzem. Zrobił doktorat z prawa, po czym w 1592 roku przybył do Rzymu. Tu, w ubogiej dzielnicy na Zatybrzu, przy kościele św. Doroty, założył pierwszą w świecie bezpłatną i dla wszystkich dostępną szkołę powszechną. Co prawda, w Rzymie już od 1551 roku była darmowa szkoła jezuitów, ale przyjmowano do niej tylko chłopców znających łacinę, co było jednoznaczne "z zamożnych rodzin". Tymczasem u Kalasantego każdego uczono: pisania, czytania, rachunków oraz początków łaciny. Dzięki temu liczba jego szkół dynamicznie rosła, a wraz z ich rozwojem założyciel wprowadzał następujące zasady edukacyjne:
- Darmowość i otwarcie na wszystkich, niezależnie od wiary, koloru skóry i majątku.
- Zasadnicza rezygnacja z kar fizycznych.
- Podział uczniów na grupy i (od 1610 r.) na poszczególne poziomy, czyli klasy. O przejściu do kolejnej klasy decydował egzamin. Na każdym poziomie był inny program.
- Dzienniki, w których nauczyciele zaznaczali frekwencję i oceny.
- Zobowiązanie nauczycieli do czekania na uczniów, odprowadzania ich po zajęciach, a także przygotowywania się do lekcji.
- Uczenie nie tylko po łacinie, lecz także w miejscowym języku lokalnym lub dialekcie.
- Kładzenie nacisku na matematykę.
- Dbałość o zdrowie i higienę uczniów, z czego wynikało wyposażanie szkół w szatnie i stołówki.
- Wychowanie w duchu prewencji, czyli zapobiegania złym postawom.
Dla zapewnienia swoim szkołom odpowiednich nauczycieli, Kalasanty założył zakon zwany Pijarami (1621). Fakt ów stał się impulsem do powstawania kolejnych szkół, np. dla głuchoniemych oraz szkół zawodowych. W 1630 roku ufundowano też w Rzymie pierwszą pijarską szkołę średnią. Oprócz tradycyjnych przedmiotów, np. łaciny, wykładano w niej filozofię, matematykę i fizykę. Tym samym, Kalasancjusz stał się twórcą nowożytnego szkolnictwa. Niektórzy mówili o Nim, że to największy święty wśród pedagogów i największym pedagog wśród świętych. Zmarł nad ranem, 25 sierpnia 1648 roku w domu przy gimnazjum imienia św. Pantaleona w Rzymie. Do tegoż gimnazjum prowadzonego przez Pijarów, półtora wieku później, uczęszczał młody Vincenzo Pallotti. Jego tam pobyt nie był długi (1805-1807), ale za to bardzo znaczący. To właśnie tam musiał się zmierzyć z kłopotami z łaciną. W rzeczy samej, liczący ok. 10 lat Wincenty, mimo całej swej pilności, napotkał duże trudności z językiem ojczystym Rzymian. Jego nauczyciel Ojciec Vincenzo Ferri mówił o nim: „Wincenty to święty chłopak, szkoda jednak, że ma tak mało talentu”. W tym kontekście, z pomocą przyszli mu rodzice. Ojciec Wincentego, Piotr-Paweł, załatwił mu korepetytora w osobie Stefano Stefanello; matka zaś odprawiła z nim Nowennę do Ducha Świętego. Modlitwa połączona z dodatkowymi lekcjami, została uwieńczona cudownym rezultatem. Kiedy jesienią 1807 roku Wincenty rozpoczął naukę w Kolegium Rzymskiego (tylko po łacinie), ku zdumieniu całej rodziny, stanął w szeregu najlepszych uczniów. I tak, w zachowanym świadectwie z roku 1809 figuruje ocena summa cum laude, z piątą pozycja na zakończenie roku szkolnego.
Owe doświadczenie z dzieciństwa, jak swoistego rodzaju matryca, posłuży Pallottiemu za wzór do radzenia sobie z kolejnymi życiowymi porażkami i słabościami. Gdybym musiał odpowiedzieć jednym zdaniem na pytanie: „Jak Pallotti radził sobie z życiowymi słabościami i porażkami”?, powiedziałbym tak: „Pallotti działał tak, jakby wszystko zależało od niego; a modlił się tak, jakby wszystko zależało od Boga”. Oto dwa maleńkie przykłady obrazujące tę dynamikę, a pochodzące z pism Pallottiego. W liście do ojca Franciszka Parentiego, augustianina z Cascia, Don Vincenzo tak pisze: „Bóg wesprze wszystko, kiedy my uczynimy wszystko, z przekonaniem, że bez Niego nic nie możemy uczynić”. A nakreślając nam styl pracy apostolskiej, Pallotti przekonuje: „Bóg może uczynić o wiele więcej niż to, o co Go prosimy lub co możemy sobie wyobrazić. Chce jednak, abyśmy czynili to, co na tym świecie jest w naszej mocy. Pracujmy więc pamiętając o słowach Pana: Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął”. 
Ks. Stanisław Stawicki SAC


Warto dołączyć

Warto wiedzieć

Warto posłuchać

Warto wspomóc

Jak do nas trafić