Wieści z Prowincji

OPINIA: Czy warto poświęcić dwie godziny, by zobaczyć film braci Sekielskich?

Czy warto poświęcić dwie godziny, by zobaczyć film braci Sekielskich?
Zdecydowanie tak. Ja tak właśnie uczyniłem. Film rodzi nie tylko wiele trudnych pytań, ale przede wszystkim pokazuje jak wiele Kościół ma jeszcze do zrobienia. „Tylko nie mów nikomu” potwierdza, że my, księża i biskupi, bardzo często skoncentrowani jesteśmy na zachowaniu pozorów, zwłaszcza przełożeni. I temu poświęcamy znaczącą część naszych energii i czasu. Jesteśmy jakby zafiksowani na tym punkcie. Lubimy robić wrażenie bycia niezłomnymi i doskonałymi. Pamiętam, gdy jako neoprezbiter podczas jednego z kazań dzieliłem się z ludźmi „wątpliwościami” wynikającymi z mojej wiary i powołania, jeden - skądinąd zacny i świątobliwy kapłan - zwrócił mi natychmiast uwagę: „Stasiu, ty nie masz prawa mówić publicznie o twoich wątpliwościach. Osłabiasz wiarę ludzi i zaufanie do Kościoła”. Troska o wiarę czy naiwna troska o wizerunek Kościoła?

Czy jest to film antykościelny? 
Nie znalazłem w nim przejawów zajadłości czy nienawiści wobec duchownych. Owszem, chwilami niektóre rzeczy są tendencyjne, choćby scena z dziedzińca kurii przy Miodowej. Mężczyzna kręcący się między budynkami i natrafiający na zamknięte drzwi. Gołym okiem widać, że zapada zmrok i kurialne biura są już zamknięte… Albo kiedy twórcy filmu krążą po Krakowie do późnej nocy, usiłując bezskutecznie dotrzeć do kardynała Stanisława Dziwisza, wskazując tym samym na wątek jakoby św. Jan Paweł II lub jego otoczenie, które nie o wszystkim go informowało, tolerowali pedofilię w Kościele. Żenującym i niepotrzebnym w filmie – w mojej ocenie - jest też „wymądrzanie się” byłego księdza, jezuity z Krakowa, prof. Stanisława Obirka. W rzeczy samej, nie wnosi on nic istotnego do narracji Sekielskiego poza tym, iż potwierdza „oklepane” i bardzo wątpliwe procedowanie niektórych mediów w Polsce: byli księża jako medialni eksperci i bezstronni krytycy życia kościelnego.
Niewątpliwie najbardziej poruszającym w filmie są wypowiedzi ofiar i nieporadność sprawców. Słuchałem ich wypowiedzi z dużym napięciem, mieszaniną wstydu, żalu, poczuciem bezsilności i głębokiego smutku. Najbardziej mnie zasmuciła „szamotanina” sprawców, którzy banalizowali wyrządzoną krzywdę lub w zamiar zań proponowali pieniądze. Jakie to „nasze”! Tak bardzo jesteśmy skupieni na sobie, na ciągłym „pouczaniu innych” i czerpaniu korzyści, że stajemy się wilkami, przed którymi nie na próżno ostrzegał Pan Jezus, a za nim nasz Ojciec Założyciel w swoim Testamencie duchowym: „Baczcie uważnie - ostrzega Pallotti, aby do grona waszego nie dostał się wilk przebrany w owczą skórę” (nr 9). 
Poza tym nieporadność, milczenie a nawet wprost zaprzeczania ze strony naszych przełożonych. Oczywista, że pewne sprawy nie zawsze były, są i będą czarno-białe. Jednak nie rozumiem do końca, dlaczego poproszeni biskupi odmówili wywiadu na potrzeby filmu. Wszyscy, których Sekielski prosił o ustosunkowanie się do tematu - odmówili. Jedni wprost, drudzy po prostu prośbę zignorowali. Czy to możliwe? Mogliby przynajmniej odesłać reżysera do ojca Adama Żaka, który od czerwca 2013 roku jest koordynatorem ds. ochrony dzieci i młodzieży przy Konferencji Episkopatu Polski. A może braciom Sekielskim od samego początku zależało na tym, aby tak poprowadzić narrację, by widz odszedł sprzed ekranu przekonany, że Kościół w Polsce nic w sprawach pedofilskich nie robi? A to przecież nieprawda, bo wiele spraw w tej kwestii zostało już załatwionych w sposób wzorcowy i kompetentny.
To film niezwykle emocjonalny. Już przyćmił popularnością kinowy hit Smarzowskiego „Kler” (pisałem o nim w swoim czasie: „Kler pod mocnym Smarzolem”). Od sobotniego popołudnia do dziś (wtorek rano) miał już ponad 11 mln wyświetleń. U tych, którzy kochają Kościół, wywoła ból i smutek. U tych, którzy nie kochają, wywoła ból, smutek i nienawiść.

A czy film jest bezstronny? 
Kiedyś Pan Jezus skarżył się, że nigdy jeszcze nie był na meczu piłkarskim. Tak więc kilku przyjaciół zabrało go, by zobaczył choć jeden, w Irlandii Północnej. Walka była zaciekła między drużyną protestanckich „Uderzeniowców” i katolickich „Krzyżowców”. Jako pierwsi strzelili gola „Krzyżowcy”. Jezus wykrzykiwał entuzjastycznie i rzucał w górę kapelusz. Potem strzelili „Uderzeniowcy”. Jezus znowu klaskał z entuzjazmem rzucając kapelusz w górę. To zmieszało pewnego człowieka siedzącego za nim. Trącił Jezusa w ramię i zapytał: „Przyjacielu, za jaką drużyną pan kibicuje”? „Ja? - odpowiedział Jezus wyraźnie podniecony meczem, nie kibicuje za nikim. Po prostu cieszy mnie dobra gra”. Mężczyzna zwrócił się do swego sąsiada i mruknął: „Hm, ateista”.
Nasłuchałem się i naczytałem już sporo komentarzy o filmie braci Sekielskich. Niestety, większości ciągle się wydaje, że Bóg jest po ich stronie, i że jest przeciwko innym. Staram się nie wchodzić w to myślenie. Ludzie, zwłaszcza bezbronne dzieci, są ważniejsi od drużyn, od bloków, od partii politycznych. Ba, ludzie są ważniejsi od religii. Film nie jest więc bezstronny, bo jest po stronie ofiar. Czy takim był też zamiar braci Sekielskich? Jeśli tak, gratuluję!

Ks. Stanisław Stawicki SAC


Warto dołączyć

Warto wiedzieć

Warto posłuchać

Warto wspomóc

Jak do nas trafić