DUCHOWOŚĆ SAC

PALLOTTI Z KRWI I KOŚCI: Część trzecia - skrupulant

Ojciec Założyciel mierzył się ze skrupułami przez wiele lat swego życia. Każdy z nas, na takim czy innym etapie formacji pallotyńskiej, o tym słyszał. Już w młodości Vincenzo postanawia nie popełnić nawet najmniejszego grzechu. Woli nieskończenie cierpieć niż popełnić choćby jeden grzech powszedni. Stawia sobie w tej materii liczne zarzuty. „Z mej winy – zapisuje, rozszerzyło się Królestwo szatana. Ile grzechów z mojej winy nie udaremniono, przeciwnie, ile się ich namnożyło!” Nakłada sobie przy tym dyscyplinę skrupulatnych rachunków sumienia i częstą spowiedź. Ale ani rachunki sumienia, ani częsta spowiedź nie pomagają! Jak wyjdzie z tego impasu?

Zanim spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie, przypomnijmy najpierw co dokładnie określa termin „skrupuł”? Łacińskie słowo scrupulum to rzeczownik oznaczający mały kamyk. Jeśli podczas marszu wpadnie do buta, powoduje dyskomfort i ból. Skrupuł ma też związek z niewielkimi ciężarkami kładzionymi na szalę wagi. Im czulsza waga, tym bardziej podatna na wahnięcia i zmiany pod ciężarem małego kamienia. Tak też jest z sumieniem: im bardziej wrażliwe, tym bardziej może być wytrącone z równowagi przez bezsensowne myśli czy niepokoje bez znaczenia.

Ale sumienie skrupulanckie nie zawsze oznacza wrażliwe sumienie. Pierwsi mnisi pustyni, tacy jak św. Antoni, Makary czy Pachomiusz, mieli bardzo wrażliwe sumienie, jednak nie skrupulanckie. Bo w skrupuły nie wpada ten, kto jest daleko od Boga, ale ten, kto podejmuje wysiłek, by być blisko Boga lub do Niego wrócić. Jest to w pewnym sensie paradoksalne, ale w samym procesie wyzwalania się z grzechu - poczucie własnej grzeszności jeszcze bardziej zaostrza się. Należy jednak natychmiast podkreślić iż skrupułom, którymi dręczony był św. Wincenty, nie były winne li tylko gwiazdy. W dużej mierze były one wynikiem jego własnego narcyzmu i chęci dorównania innym. Zdaje się, że jego „ukryty” narcyzm, z czego oczywiście nie zdawał sobie sprawy, polegał na nieco obsesyjnej próbie życia na wzór „idoli”, których sobie stworzył. I nie zmienia tu niczego fakt, że owymi idolami byli święci, jak Franciszek z Asyżu, Franciszek Salezy, Franciszek z Paoli, Dominik de Guzman, Wincenty a Paolo, Jan od Krzyża, Ignacy Loyola i wielu, wielu innych, których Pallotti pragnął nie tylko naśladować, ale także prześcignąć. Przypomnijmy sobie w tym miejscu to, co Pallotti zapisał - będąc jeszcze klerykiem - odnośnie do formy realizacji swojego powołania: „Pragnieniem moim było wstąpić do któregoś z zakonów, gdzie mógłbym coś zdziałać dla większej doskonałości – wyznaje. Ponieważ jednak jak się zdaje, Pan wybrał mnie na to, abym pozostał w świecie, dlatego pragnę czynić, co czyniłbym nie tylko w najświętobliwszym zakonie, ale i to, co spełniłbym, gdybym był we wszystkich zakonach, i to, co pełniliby wszyscy zakonnicy, gdyby we wszystkich zakonach żyli z doskonałością, i gdyby każdy znajdował się zawsze w stanie żarliwego realizowania swej profesji zakonnej”.

Nieźle przegiął! Chciał prześcignąć wszystkich w tym, co w jego mniemaniu świadczyło o świętości życia i co było widoczne dla innych na zewnątrz, jak posty, modlitwy i czuwania. Wygląda na to, że nie żył swoim życiem, ale odgrywał pewnego rodzaju przedstawienie, by być widzianym i ocenianym przez innych. W tym kontekście „nieco fantazyjnym”, pragnienie bycia doskonałym stało się obsesją Pallottiego. Chciał być doskonalszym nawet od heroicznych modeli swych marzeń. To właśnie w tym kontekście pojawiają się skrupuły! Na szczęście nie skoncentrowały go one na sobie samym, stawiając przed pięknym lustrem, w którym mógłby kontemplować własną doskonałość. Odwrotnie, odczuwając i oceniając skrupuły, Pallotti ćwiczył swoje sumienie. Bowiem skrupuł, kiedy jest okresowy, zbiega się z owocnym czasem w życiu duchowym. Stanowi wówczas pewną próbę, w znaczeniu biblijnym, której celem jest oczyszczenie duszy i doprowadzenie jej do głębszej relacji z Bogiem. Wynosi duszę na wyższy poziom, na którym chce ona we wszystkim podobać się Bogu ze względu na Boga samego. Takim też będzie doświadczenie Pallottiego.

Gdybym musiał odpowiedzieć w kilku słowach na pytanie: jak Pallotti radził sobie ze skrupułami, powiedziałbym, że drogę wyjścia ze skrupułów znalazł on w relacji do Chrystusa. Doskonale to widać w Codziennej pamięci praktycznej. „W różnych przeto okolicznościach dnia – przekonuje siebie i nas Pallotti, zanim oddamy się jakiejś pracy, winniśmy pomyśleć, jakie byłyby myśli w najświętszym umyśle Pana naszego Jezusa Chrystusa, jakie uczucia Jego Boskiego Serca. I tak, gdy zachodzi potrzeba mówienia, mamy pomyśleć, jakich to słów, tchnących pokorą, łagodnością, miłością, cierpliwością i roztropnością użyłby Pan nasz Jezus Chrystus, a także rozważyć, z jakim to umiarem byłyby wypowiadane Jego najświętsze słowa: ani zbyt skąpe, ani liczniejsze niż potrzeba. Używając pokarmu, napoju, ubrania lub innej stworzonej rzeczy niezbędnej do życia, powinniśmy rozważać, z jakim to umiarem i z jaką czystością intencji używałby ich Pan nasz Jezus Chrystus. To samo należy robić przy udawaniu się na nocny spoczynek czy przy niezbędnej rekreacji. Słowem, mamy we wszystkim wyobrażać sobie, że widzimy Pana naszego Jezusa Chrystusa, a ożywiając swą wiarę powinniśmy przywoływać pamięć Boga-Człowieka, który stał się przykładem, wzorem i regułą całego naszego życia tak wewnętrznego jak zewnętrznego”.

Można powiedzieć, że walcząc ze skrupułami, Pallotti postawi na Chrystusa, który doprowadzi go do szukania we wszystkim właściwej i słusznej miary. Faktycznie, po 31 grudnia 1832 roku kiedy to dzięki zaślubinom duchowym z Matką Bożą trzydziesto siedmio-letni Don Vincenzo otrzymuje w posagu głębokie poznanie Jej Syna, pójdzie on drogą unikania różnych ekstremów, do których zawsze nakłania zły duch, zwłaszcza przesadnej nadwrażliwości. Dusza nadwrażliwa to taka, która instaluje się w swojej przesadnej delikatności jako pan i władca tego, co jest dobre i złe, osiągając w rezultacie punkt prawdziwej beznadziei, w którym zamienia w zło to, co w rzeczywistości jest dobre. Wtedy to człowiek staje w centrum, czyniąc siebie wyrocznią dobra i zła. Pallotti dojdzie z czasem do przekonania, że lekarstwem na przesadną delikatność jest „słuszna miara”. Znajduje ją w relacji do Chrystusa! Ostatecznie więc droga pozwalająca wyleczyć się z kryzysu spowodowanego skrupułami wiedzie przez odwołanie się do Chrystusa: „Regułą fundamentalną naszego najmniejszego Zgromadzenia jest życie naszego Pana Jezusa Chrystusa dla naśladowania Go z całą możliwą doskonałością”. Kiedy tak podchodzimy do skrupułów, stają się one częścią procesu wzrostu duchowego. Mogą być pomocne w kształtowaniu się i dojrzewaniu sumienia. Ich celem jest bowiem doprowadzenie człowieka do równowagi psychiczno-moralnej, aby pełniej mógł naśladować Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Tak właśnie było w życiu Pallottiego.

Ks. Stanisław Stawicki SAC


Warto dołączyć

Warto wiedzieć

Warto posłuchać

Warto wspomóc

Jak do nas trafić