DUCHOWOŚĆ SAC

PALLOTTI Z KRWI I KOŚCI – kompleks Zacheusza

PALLOTTI Z KRWI I KOŚCI – kompleks Zacheusza

Jako że zbliża się kolejna, 223 rocznica urodzin Wincentego Pallottiego prezentujemy drugi odcinek z cyklu „Pallotti z krwi i kości”, zainteresowani pierwszym znajdą go tutaj.

Znamy wiele różnych kompleksów. Kompleks Edypa, kompleks amazonki, kompleks Elektry. Czytając Ewangelię Łukasza (Łk 19, 1 - 10) można dodać do tej listy kolejny: kompleks Zacheusza. Dlaczego? Otóż, Zacheusz był mężczyzną niskiego wzrostu. Prawdopodobnie zupełnie nie potrafił tego w sobie zaakceptować i szukał rekompensaty. Ewangelia mówi o nim – „zwierzchnik celników i bardzo bogaty”. Traktując pogardliwie innych ludzi i gromadząc wokół siebie coraz większe bogactwa próbował nadrobić swój wzrost. Ale Ewangelia mówi również o nim: „Pewien człowiek, imieniem Zacheusz”. Łukasz pisząc o „pewnym człowieku”, zdaje się sugerować (jeśli on tego nie czyni, to na pewno ja to robię!), iż to może być „każdy z nas”, „jeden z wielu”. Bo Zacheusz to człowiek taki sam jak ja - któremu coś w sobie nie pasuje, a przy tym ma na tyle bujną wyobraźnię, że uważa, iż podobnie patrzą na niego inni. Krótko mówiąc, dla samego siebie, Zacheusz był mężczyzną z upokarzającą dla mężczyzn przypadłością niskiego wzrostu. Dla innych – kurduplem, zwierzchnikiem celników i nieuczciwym dorobkiewiczem. A dla Boga? No właśnie, dla Boga, który patrzy inaczej niż człowiek, pomimo wszystko, Zacheusz był „czysty i nieskalany” (imię Zacheusz w języku hebrajskim znaczy „czysty”) - taki, jakim Bóg go sobie wymarzył.

Podobnie było z „pewnym człowiekiem” o nazwisku Pallotti, któremu natura również poskąpiła centymetrów. Kilka dni temu zmierzyłem złożone pod ołtarzem w urnie jego ciało: 152 cm - od stóp po czubek głowy. W rzeczywistości był odrobinę wyższy (155 cm). Tak czy inaczej, był facetem „bardzo niskiego wzrostu”. Tak o nim pisał jeden z jego pierwszych francuskich towarzyszy, ks. Paweł de Geslin: „Il était de très petite taille, et un peu voûté​” – „Był bardzo niskiego wzrostu i nieco pochylony”. Podobnie jak Zacheusz, z tą kłopotliwą dla mężczyzn przypadłością, Wincenty musiał niewątpliwie się zmierzyć, zwłaszcza w swojej młodości. Pamiętamy z czasów szkolnych, jak nazywaliśmy kolegów niskiego wzrostu. Co do mnie, w siódmej klasie szkoły podstawowej miałem tylko 132 cm. Z chłopaków, byłem najniższy w klasie. Zarówno w szkole jak i w domu nazywano mnie „żaba”. Zacząłem róść dopiero w ósmej klasie. Dziś mam 174 cm i kolekcjonuję żaby. Ale wtedy, 40 lat temu, nie radziłem sobie z tym kłopotliwym brakiem centymetrów, i nikt mi w tym nie pomagał, ani rodzinny dom, ani szkoła, ani Kościół. Sam musiałem się wytężać udowadniając w ten sposób otoczeniu, że i ze mną trzeba się liczyć.

Faktycznie, mężczyźni niskiego wzrostu, a Wincenty Pallotti do nich należał, czują się zwykle gorsi od swoich wyższych kolegów i starają się ten brak nadrobić w innych dziedzinach. W przypadku Pallottiego była to, myślę, pobożność i szkoła. Nie tylko, że został jednym z najlepszych uczniów w Kolegium Romanum, ale pokazał też, że w pobożności „nikt go nie przegoni”. Należał przecież do 5 Trzecich zakonów i 19 różnych pobożnych bractw. Jak każdy mężczyzna z tą kłopotliwą przypadłością, chciał po prostu zapobiec kpinom z niskiego wzrostu.

Podobnie jest chyba z każdym kompleksem. Kupę czasu, energii i myśli tracimy na „niezgodę na siebie” skupiając się na naszych niedoskonałościach, brakach, wadach, usterkach. Nie podoba mi się mój wzrost, waga, kształt nosa, kolor oczu, imię, nazwisko… Ojciec Anzelm Grün, znany niemiecki benedyktyn i psychologizujący teolog (czy może lepiej: teologizujący psycholog) twierdzi, komentując „kompleks Zacheusza”, że najlepszym sposobem na akceptację samego siebie jest doświadczenie bezwarunkowej miłości Boga, a nie wdrapywanie się na okoliczne „drzewa”. Ma rację benedyktyn, gdy twierdzi, że swą wartość jako człowiek, Zacheusz odnalazł w perspektywie relacji z Bogiem, który nakazał mu „zejść na ziemię”. Faktycznie, Zacheusz próbował uciec od swojego problemu „wchodząc na drzewo”. Stracił kontakt z rzeczywistością. Właśnie dlatego Jezus upomina go - zejdź prędko, muszę iść do twojego domu. Wpuść mnie do twojego życia - takiego, jakim ono jest. Pokaż mi to wszystko, co ci nie pasuje, z czym sam sobie nie radzisz. Pochwal się tym, czego w sobie nie akceptujesz. Dla mnie nie jesteś tylko „pewnym człowiekiem”, byle-kim. Jesteś synem Abrahama. Owszem, popełniasz błędy, potrafisz ranić innych. Nie zawsze jesteś sprawiedliwy, ale pokaż mi również siebie od tej strony.

Wzrostu zmienić nie możemy, więc najlepiej polubić te centymetry, które dostaliśmy od natury. Zdaje się, że udało się to Zacheuszowi i Pallottiemu. Obydwaj znaleźli drogę wyjścia w relacji do rzeczywistości, i relacji do Chrystusa. U Pallottiego doskonale to widać w Codziennej pamięci praktycznej o naśladowaniu Pana naszego Jezusa Chrystusa. „We wszystkim – zauważa Pallotti, winniśmy wyobrażać sobie, że widzimy Pana naszego Jezusa Chrystusa, a ożywiając swą wiarę powinniśmy przywoływać pamięć Boga-Człowieka, który stał się przykładem, wzorem i regułą całego naszego życia tak wewnętrznego jak i zewnętrznego”. We wszystkim, a więc również i w kwestii wzrostu… Droga pozwalająca wyrwać się z kompleksów wiedzie przez odwołanie się do Chrystusa, Boga-Człowieka, jako wzoru i reguły życia tak wewnętrznego jak i zewnętrznego!

Ks. Stanisław Stawicki SAC


Warto dołączyć

Warto wiedzieć

Warto posłuchać

Warto wspomóc

Jak do nas trafić