DUCHOWOŚĆ SAC

PALLOTTI Z KRWI I KOŚCI: Odcinek IV - ukryty narcyz

Psychologia uczy, iż narcyz żywi się emocjami i reakcjami publiczności, czyli każdej osoby, którą napotyka na swojej drodze. W ten sposób poszukuje potwierdzenia swojej wielkości i wyjątkowości, bo tylko drugi człowiek może mu ją dać. Nie jest więc tak, że narcyz sam z siebie czuje się niesamowity i cudowny, on ciągle szuka potwierdzenia tego w oczach innych.

Oprócz klasycznego, książkowego narcyza, istnieje również – niemniej niebezpieczny – ukryty narcyz. Nie jest on ani drapieżnikiem, ani samcem alfa. Jest wstydliwy, nieśmiały, zamknięty w sobie… Po czym poznać, że mamy do czynienia z ukrytym narcyzem?

Ukryty narcyz nie ma tej samej pewności siebie, co klasyczny. Jest introwertykiem. Ciągle czegoś mu brakuje, odczuwa wewnętrzną pustkę. Sprawia wrażenie jakby miał w sobie dużo wrażliwości, ale w rzeczywistości jest wewnętrznie zawstydzony swoimi żądzami. Odczuwa jednocześnie silną potrzebę, aby udowodnić całemu światu, iż jest człowiekiem o wielu cnotach. Może to się przejawiać w jego religijności albo dobroczynności.

Jeśli spróbujesz skrytykować klasycznego narcyza publicznie, możesz w odpowiedzi usłyszeć kąśliwy, sarkastyczny komentarz, ale z pewnością nie uda ci się zburzyć jego wizerunku. W przypadku ukrytego narcyzmu, każda krytyka zalewa oprawcę falą skrytej nienawiści. Efektem jest ukryta dlań pogarda.

Klasyczny narcyz tak wiele zainwestował w swój wizerunek, że jest doszczętnie przekonany o jego autentyczności. Ukryty narcyz z jednej strony jest przekonany o swojej wyjątkowości, z drugiej zaś walczy z wewnętrznym brakiem poczucia własnej wartości. Dlatego często jest nieśmiały. W głębi duszy, jego głos podpowiada mu: „jestem lepszy, ważniejszy, jestem ponad innymi ludźmi, ale oni są zbyt głupi, aby dostrzec mój geniusz”. W przeciwieństwie do klasycznego narcyza, nie będzie on oczywista przechwalał się swoimi osiągnięciami na prawo i na lewo. Historia wyszukiwań w jego komputerze będzie skrupulatnie czyszczona. Nie popełni błędu, który może pozostawić skazę na jego wizerunku.

W końcu, ukryty narcyz nie potrafi rozmawiać o swoich uczuciach. Panicznie boi się bliskości i intymności. Jeśli poprosi cię o coś, a ty tego nie zrobisz, nie poprosi cię już nigdy więcej. Jest honorowy, nieustępliwy, pamiętliwy. Będzie cię karać milczeniem do skutku. Sprawi, że będziesz się czuł zagrożony. W ten sposób swoim uporem wymusi na tobie zachowanie, o które nie umie prosić.

Ale co wspólnego mają te rozważania ze św. Wincentym Pallottim „z krwi i kości”? Otóż są podstawy ku temu, aby twierdzić, iż Pallotti też musiał zmierzyć się z „ukrytym narcyzem”. Jeden maleńki przykład.

Pod koniec roku 1835 Don Vincenzo obejmuje urząd rektora w kościele Spirito Santo przy Via Giulia. Kościół ten należał wówczas do Królestwa Obojga Sycylii, składającego się z Neapolu i Sycylii, pod rządami słynnej dynastii Burbonów. Innymi słowy, był to po prostu narodowy kościół neapolitański, stąd jego nazwa: Spirito Santo dei Napoletani. Pallotti pozostaje na tym stanowisku do grudnia 1845 r. Otóż, całe 10 lat, obok wspaniałej akcji duszpasterskiej jaką Pallotti tam inicjował, były dla niego ciężką próbą. Rzecz w tym, że mieszkający tam księża neapolitańscy, a miało ich być pięciu, nie mogli znieść Rzymianina jako przełożonego. Z premedytacją utrudniali mu życie różnymi figlami i psotami, o których możemy poczytać w biografiach poświęconych świętemu. Nie ukrywali przy tym, że chcieliby się go pozbyć. I tutaj dotykamy paradoksu iście ewangelicznego. Dzięki ich niecnej grze, przyczynili się do najbardziej intensywnej i twórczej działalności apostolskiej Pallottiego. To właśnie tam podjęte zostały kluczowe inicjatywy apostolskie Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego: Oktawa Epifanii zorganizowana po raz pierwszy w 1836 roku; „Miesiąc Maj” dla duchowieństwa i świeckich; Kolegium Misyjne oraz formacja permanentna dla duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego, czyli tzw. „Konferencje Czwartkowe”. Nie zapominajmy też, że Spirito Santo dei Napoletani było pierwszą siedzibę Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego, a Kongregacja księży i braci miała tu swoją pierwszą przystań.

Owocna działalność księdza Wincentego – jak podają ówcześni świadkowie -  wzbudzała zawiść w sercach neapolitańskich księży. Dlatego „postępowali z nim tak, jak chcieli” (Mt 17, 12). Nie widać jednak, aby Pallotti tracił czas i energię na roztrząsanie wydarzeń dla niego przykrych. Nie czerwienił się z oburzenia, przynajmniej publicznie. W jego pismach, listach czy świadectwach bliskich mu współpracowników dotyczących tamtego okresu, nie znajdziemy jakiegoś zeźlenia, ironii, uszczypliwości czy wyniosłości w stosunku do neapolitańczyków. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że gdyby księża neapolitańscy okazali Wincentemu zbyt wiele serdeczności i otwartości, prawdopodobnie nigdy nie doszłoby do zrealizowania wszystkich tych nowatorskich inicjatyw apostolskich.

Trzeba jednak zaznaczyć, iż owym trudnościom i napięciom relacyjnym, nie tylko księża neapolitańscy byli winni. Jeśli kardynał Lambruschini powierzył rektorstwo tego kościoła Pallottiemu, to nie tylko dlatego, iż był on „chodzącą pokorą” i łatwo znosił wszystkie przeciwności. Don Vincenzo był facetem „z charakterem”! Jego kuzyn, Franciszek Pallotti z Frascati, mówi nawet o „ognistym temperamencie” Wincentego. „Mam prawo tak uważać – twierdził w zeznaniu do procesu beatyfikacyjnego Franciszek, bowiem wzrastałem z nim i przebywając w jego towarzystwie, zaobserwowałem to dobrze. Ale nie pozwalał sobie na ujawnienie tego. Ujarzmiał bowiem siebie zawsze i przez ciągłą czujność wyrobił w sobie usposobienie miłe i łagodne”.  

Potwierdza to włoski grafolog, Girolamo Moretti, który analizował pismo Pallottiego. „Charakter badanego jest oparty o temperament nieugięty, który jednak nie przechodzi w uparty i w obliczu obiektywnych danych ulega – pisze Moretti. Posiada stałość, która nieznacznie przychyla się ku zarozumiałości i ma tendencję do nieugiętości. Powoduje to niezmienność wobec podjętej decyzji, ale jednocześnie niesie ryzyko rygoryzmu, silniejszego niż uległość. Ambicjonalność i podkreślanie swej wartości, wyższe niż przeciętna, może powodować przynaglenie do przekraczania swego autorytetu”.

W świetle tych refleksji łatwiej nam zrozumieć jak bardzo musiał walczyć Don Vincenzo, by skanalizować wszystkie te swoje niespójne dążenia, nie odrzucając i nie przekreślając ich, lecz kierując je ku wartości najwyższej jaką – podobnie jak dla św. Pawła – było dla niego poznanie Chrystusa Jezusa (Flp 3, 8-9). Ostatecznie więc droga pozwalająca Pallottiemu wyrwać się z ukrytego narcyzmu, wiodła przez odwołanie się we wszystkim do Chrystusa: „Regułą fundamentalną naszego najmniejszego Zgromadzenia jest życie naszego Pana Jezusa Chrystusa dla naśladowania go z całą możliwą doskonałością”.

Ks. Stanisław Stawicki SAC


Warto dołączyć

Warto wiedzieć

Warto posłuchać

Warto wspomóc

Jak do nas trafić