Wieści z Prowincji

REFLEKSJA: Jeszcze o życiu

Przed kilkudziesięcioma dniami ukazała się moja publikacja „Zamyślenia nad życiem”, w której pochylałem się nad prawdami bożymi i życiem człowieka w jego różnych aspektach, a przede wszystkim w relacji z Bogiem i bliźnim.

Żywię wielką nadzieję, że lektura tej książki będzie dla czytelnika okazją do pogłębionej refleksji nad życiem tu, na ziemi, w perspektywie jego powołania do prawdziwego zjednoczenia z Bogiem, gdy nadejdzie kres ziemskiego pielgrzymowania.

W obecnej refleksji chciałbym zamieścić zamyślenia nad życiem, pochodzące od różnych autorów – wraz z moim krótkim komentarzem.

David Starr Jordan – „O pełni życia nie decydują jego długość, lecz to, jaki przyświeca mu cel”

Święty Stanisław Kostka, bł. Dominik Savio, św. Kazimierz Królewicz, Św. Alojzy Gonzaga, św.  Maria Gorettii, bł. Karolina Kózkówna... Co łączy te wszystkie święte postaci? Żyli w różnych epokach, różnych okolicznościach społecznych i rodzinnych. Wszyscy umarli dość wcześnie i wszyscy w opinii świętości. Czy zakładali, jaki będzie cel ich życia. Jedni mieli konkretną drogę, drudzy w codzienności wykuwali swój los. Ale wszyscy kroczyli drogą wierności woli Boga, ludzkiej dobroci i heroizmu wiary. Ten ostatni przejawił się w bardzo różny sposób u każdego z tych świętych 

Św. Stanisław Kostka umarł w 18 r.ż. wcześnie spełniając swoje pragnienie służenia Bogu jako jezuita.

Bł. Karolina Kózkówna w chwili męczeńskiej śmierci miała 16 lat. Mimo młodego wieku była dojrzała w wierze i gotowa bronić swoich wartości. Pozostała wierna Chrystusowi i Jemu złożyła w ofierze swoje młode życie.

Alojzy Gonzaga, pochodzący z książęcego rodu wbrew woli rodziny wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Zmarł w wyniku zarażenia się dżumą, gdy opiekował się ofiarami epidemii. Miał 23 lata. Wkrótce miał otrzymać święcenia kapłańskie. Zrezygnował z godności i przywilejów, aby nieść pomoc potrzebującym i chorym.

Nie smućmy się, gdy młodzi odchodzą w aureoli świętości. Są szczęśliwi.

Joan Baez: „Nie masz wpływu na to jak umrzesz. Ani kiedy. Możesz tylko decydować, jak żyć. Teraz.

Zostaliśmy stworzeni z miłości, nie mając żadnego wpływu na nasze poczęcie i urodzenie. Otrzymaliśmy dar życia, który jak ewangeliczny talent mamy rozwijać na chwałę Boga i dla dobra bliźnich. Fakt ten świadczy wyraźnie o tym, iż nie jesteśmy bezwolnymi pionkami przesuwanymi po szachownicy życia. Mamy możliwość decydowania o tym, jakie to życie będzie. Czym zatem dysponujemy i co nas uzdalnia do podejmowania właściwych decyzji?

Wolna wola i rozum! Są największym atrybutem człowieczeństwa, różniącym go od innych stworzeń. Możemy życie zyskać lub stracić wybierając dobro lub zło.

Nie bójmy się wolności! Bóg nie zostawił człowieka samego! Nie rzucił go na pastwę jego słabości i złych wyborów! Pozostawił swoje przykazania jako drogowskaz na drodze do szczęśliwego życia. Ale przede wszystkim pozostawił siebie w świętych sakramentach. To od nas zależy, czy z Chrystusem będziemy zagospodarowywać naszą wolność, czy bez Niego! Tutaj też mamy wolność wyboru!

Św. Paweł mówi „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę” (1Kor). Cóż zatem daje świętemu Apostołowi siłę w stawianiu oporu pokusom”.

To rozum oświecony wiarą podpowiada, co jest dobre i każe odrzucać zło.  On uzdalnia do podejmowania decyzji dobrych dla nas, naszej rodziny, bliskich.

Ich choć ten sam Święty Apostoł pisze w Liście do Rzymian „ Często nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę (Rz 7) to w 2 Liście do Koryntian dodaje , ze Pan mówi: „Wystarczy ci mojej łaski”,

Nie bójmy się naszej wolności, ale przyjmijmy ją z miłością i wdzięcznością. Jest ona przestrzenią cudownej współpracy człowieka ze swoim Stwórcą.

Viktor Hugo „Największe szczęście w życiu to pewność, że jesteśmy kochani ze względu na nas samych, albo raczej – pomimo nas samych.

Psychologia naukowa i popularna są zgodne: człowiek potrzebuje miłości, akceptacji, szacunku. Dziecko niekochane nie rozwija się prawidłowo. Bagaż braku miłości niesie przez całe swoje życie. Ciąży on na jego relacjach z innymi. Także z samym sobą, w postaci braku samoakceptacji, poczucia mniejszej wartości, graniczącej z nienawiścią do samego siebie.

Posłuchajmy osób, niechcianych, odrzuconych, które nie doświadczyły miłości matki, ojca. Nie doświadczyły ciepła drugiej osoby. One zwykle czują się nieszczęśliwe.

 Ale posłuchajmy także tych, którzy pomimo skrajne trudnych doświadczeń, związanych z deprywacja podstawowych potrzeb emocjonalnych ze strony najbliższych odzyskały wewnętrzny spokój, radość i poczucie sensu swojego życia. Co takiego stało się w ich życiu? Wszystkie one doświadczyły pewności, że są kochane! Skąd ta pewność, to drugie pytanie, które się nasuwa.

 „Nigdy w życiu nie doświadczyłem miłości. Ojciec i matka, odkąd pamiętam zawsze pili. Doznałem przemocy i odrzucenia. Gdy miałem 18 lat byłem przestępcą. Potem trafiłem do więzienia. A potem …przyszedł do mnie Jezus! Nieprawdopodobne! Jego miłość w namacalny sposób wypełniła moje serce.  Usłyszałem słowa: Kocham Cię! Od zawsze! Bez względu na to, co uczyniłeś, co czynisz! . Kapłan, który przyniósł mi Chrystusa zostawił drewniany krzyż. Krzyż Chrystusa – dla mnie to pewność Jego miłości! „

Świadectwo więźnia- wymowne i poruszające - jest znakiem niezawodnej nadziei miłości!

Henry Drummond: Jeśli spojrzysz wstecz na swoje życie, przekonasz się, że tylko wtedy żyłeś naprawdę, gdy to, co czyniłeś, czyniłeś z miłości”.

Potwierdzam trafność tego twierdzenia w perspektywie przeżytych już 80 lat.

Cierpiałem, uczyłem się, pomagałem, bawiłem się, pracowałem, rozmawiałem, odpoczywałem, patrzyłem, słuchałem, pisałem, służyłem, dyskutowałem, podróżowałem… żyłem fizycznie. A jeśli nie żyłem duchowo? Jeśli tylko dryfowałem po wzburzonym morzu, dając się ponieść falom swoich namiętności, pragnień, przyjemności…

„Dziś jestem szczęśliwa!”, powiedziała młoda kobieta na wózku. „Niemożliwe!” „Udaje!” To zwykły mechanizm obronny, takie gadanie!”, dochodziły zewsząd komentarze ludzi zgromadzonych na pokazie filmu o osobach niepełnosprawnych. Ludzie zdrowi, wysportowani, szykownie ubrani nie mogli zrozumieć koleżanki, która wcześniej była sławna w swoim środowisku, dopóki nie uległa wypadkowi i nie została skazana na życie na wózku.

Ale ona wie, że jej niepełnosprawność stała się bramą do świata prawdziwych uczuć, bez udawania, bez światłocienia. Gdzie liczy się oddanie, cierpliwość i bezinteresowność. Gdzie dotyka się istoty życia, a jest nią dar Boga, który nigdy nie zawodzi i pomocna dłoń drugiego człowieka.

 Ona cierpi, pomaga, uczy się, bawi, rozmawia, odpoczywa, pisze, śpiewa ….Razem z innymi pokonuje wewnętrzne i zewnętrzne bariery. Gdy obok trwa „wyścig szczurów” ona słyszy wołanie drugiego człowieka, a w duszy głos Boga. I ciągle trwa w zdumieniu!  Nad wielkością i tajemniczością bożych zamysłów.

 Colette: „Jakież cudowne miałem życie! Szkoda tylko, że nie zdałem sobie z tego sprawy wcześniej”.

Oby (tylko) takie przesłanie nie popłynęło z naszego serca. Pomyślmy, póki żyjemy o naszym przeżytym życiu, o wdzięczności wobec Boga i ludzi, których spotykaliśmy na naszej drodze. Dar bożej obecności i obecność drugiego człowieka to najcenniejsze rzeczy, jakich możemy doświadczyć w życiu.

Niestety często o tym zapominamy goniąc za karierą, pieniędzmi, awansem nie dostrzegamy faktu, iż budujemy nasze życie na piasku. Dobry zawód, zyski, przyjemności. Tzw. dobra passa może w jednej chwili odwrócić się od nas. Cóż nam wtedy pozostanie? Tęsknota za rodziną, przyjaciółmi, miłością, trwałymi, szczerymi relacjami? Jakież cudowne miałem życie, którego nie doceniałem!

Pozostało jednak bardzo wiele: serce oczyszczone z ulotnych pragnień ulotnych i zwodniczych żądz! Wdzięczne Bogu za każdą chwilę życia! Pokorne w przyjmowaniu codzienności! Otwarte na bożą miłość i życzliwość drugiego człowieka!

Jakież cudowne życie mam! Teraz to dostrzegam! Szczęśliwy, bo zdałem sobie z tego sprawę! Pełen pokoju, bo znalazłem w sercu miejsce dla Tego, który nie przemija, jest Przedwieczny, Nieskończony, jest skałą, na której dom mojego życia znalazł wreszcie niezachwiany fundament.

Piękno życia

Drogi czytelniku! Niech ukazane myśli dotyczące życia napisane na początku 2020 r. pomogą w przeżywaniu naszego powołania, jakim jest życie ze świadomością bycia dzieckiem Boga, który już tu na ziemi pozwala nam dotknąć nieba.

 

Br. Adam Fułek SAC


Warto dołączyć

Warto wiedzieć

Warto posłuchać

Warto wspomóc

Jak do nas trafić