Wieści z Prowincji

RZYM: Wszyscy nazywaliśmy go „Micor”

Ku beatyfikacji Chiary Lubich

Zakończył się diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego Chiary Lubich, założycielki Ruchu „Focolari”. Chiara urodziła się w 1920 roku w Trydencie. Jako młoda nauczycielka poczuła pragnienie poświęcenia swego życia Bogu. Szybko zebrała się wokół niej grupa mężczyzn i kobiet, którzy wraz z nią pragnęli żyć ewangelicznym radykalizmem. Tak narodził się Ruch Focolari, którego głównym zadaniem jest działanie na rzecz jedności, braterstwa i pokoju. W rzeczy samej, Chiara otrzymała od Boga charyzmat opierający się na słowach Jezusa: „Aby stanowili jedno”. Tym pragnieniem i nadzieją żyła do końca swoich dni. I dla tej sprawy poświęciła całe swoje życie, czyniąc z niej drogę do świętości - wspólnej świętości - tzn. we wspólnocie z innymi. Dziś Ruch Focolari działa w 182 krajach świata.

Proces beatyfikacyjny Chiary Lubich na szczeblu diecezjalnym zaczął się 5 lat temu. Przez te 5 lat ciężkiej pracy udało się zebrać i wybrać to, co najważniejsze w jej życiu i dziele tak, aby niczego nie pominąć i niczego nie zataić. Uroczyste zakończenie tej fazy procesu będzie miało miejsce w katedrze św. Piotra we Frascati 10 listopada 2019 r. Następnie cała dokumentacja zostanie przekazana do dalszej analizy Kongregacji ds. Kanonizacyjnych.

Otóż, warto wiedzieć, iż w niezwykłe życie Chiary Lubich wpisany jest też włoski pallotyn, jej długoletni spowiednik, ks. Giuseppe Savastano (1916-1988). Don Giuseppe był jednym z dwóch pierwszych pallotynów, którzy w 1956 roku zostali oddelegowani przez Prowincjała do dyspozycji tzw. „Ligi kapłańsko-zakonnej”, czyli jednego z ognisk miłości Chiary Lubich, składającego się z księży zakonnych. Ks. Savastano zaangażował się w Ruch Focolari całym sercem, bo był przekonany, iż misja rozpalania i jednoczenia charyzmatów oraz budowania pomiędzy nimi mostów, jest iście pallotyńska. Sam tak o tym pisał: „Jest nas trzech kapłanów we wspólnocie, którzy próbują żyć według ideału jedności. Z ludzkiego punktu widzenia, trzech typów bardzo różnych: jeden nader wyważony, drugi pełen ognia, trzeci sama prostota. Podążając każdy z nas za impulsem naturalnym, powinniśmy bez przerwy się kłócić. Powiedzieliśmy jednak sobie, spróbujmy żyć tak jak żyją członkowie Ruchu Focolari w jednym z ich „ognisk”. Nasza pallotyńska tożsamość dużo na tym zyskała i poszerzyła swe horyzonty. Jeszcze bardziej pokochaliśmy naszego Założyciela i nasze Zgromadzenie. Staramy się żyć w jedności z naszymi współbraćmi, ale dusze nasze otwarte są jednocześnie na wszystkie rodziny zakonne w Kościele, po to, by je łączyć tak, aby świat uwierzył, że Jezus naprawdę żyje wśród nas” (Cfr. „Giuseppe Savastano: Micor (Misericordia), un nome vissuto fino all’ultimo”, Unità e Carismi, n.1/2, 2010).

Ksiądz Savastano był prowincjałem i wikariuszem generalnym Pallotynów, i to przez trzy kolejne kadencje (17 lat). Głęboko zrozumiał charyzmat św. Wincentego Pallottiego, a przede wszystkim nim żył służąc Rodzinie Pallotyńskiej i całemu Kościołowi. Nawet fizycznie podobny był do św. Wincentego Pallottiego. „Kiedy pojawiał się wśród nas z konferencjami duchowymi, mieliśmy wrażenie, że to sam Pallotti do nas przychodzi” – mówili klerycy. W listopadzie 1987 roku pisał do Chiary Lubich: „Co jest moim, jest też twoim, a co jest twoim, jest moim”. Imię, którym mnie obdarowałaś (Micor), jest bardzo piękne i często mnie porusza. Ono włącza mnie wciąż i coraz bardziej w dziedzictwo św. Wincentego Pallottiego”. I dorzuca, cytując końcową modlitwę z „Zaślubin duchowych” Pallottiego: „Miłosierdzie, Miłosierdzie, Miłosierdzie. Niebo jest pełne miłosierdzia Maryi. Miłosierdzie Pańskie na wieki wyśpiewywał będę. Miłosierdzie Maryi na wieki wyśpiewywał będę. Bóg mój i wszystko” (OOCC X, 195-196).

Kiedy pierwsza grupa zakonników złączonych z Ruchem Focolari zaczęła spotykać się w Rzymie, zawsze gromadzili się wokół Micor’a. Był on duszą "ogniska". Kochał ich wszystkich. Pełen delikatności i respektu dla różnorodności, prowadził wszystkich ku jedności. Czynił to z zapałem, odwagą i miłosierdziem. Zawsze pierwszy pytał: „Jak się masz”? Na kilka dni przed śmiercią, odwiedził go pewien zaprzyjaźniony lekarz z Focolari i zapytał: „Jak się masz”? W odpowiedzi usłyszał: „Czuję się nadzwyczaj dobrze. Jestem spokojny”. I dodał: „Przekaż Klarze (Lubich), iż Micor realizuje misję swego imienia do końca”. W godzinie śmierci, nawiedzony strasznymi bólami, powtarzał: „Tak! Tak! Tak! Jestem! Jestem! Jestem”! Było to 23 stycznia 1988 roku.
„Jego imię i nazwisko, to Giuseppe Savastano. Lecz my, nazywaliśmy go wszyscy Micor, od słowa Misericordia (Miłosierdzie). Był bowiem przeniknięty tym Bożym darem w sposób ekscepcjonalny. Wszystkich mierzył miłością bez granic. Jestem przekonana, że tą samą miarą jest dziś mierzony przez Boga” - mówiła Chiara Lubich na pogrzebie ks. Giuseppe Savastano.

Dodam na zakończenie, iż miałem okazję poznać ks. Savastano osobiście w 1986 roku. Przyleciałem do Rzymu z Afryki (Rwandy) na naukę języka włoskiego z jakąś paskudną raną na nodze, która od 3 miesięcy nie chciała się zamknąć. Don Giuseppe uruchomił swoje znajomości i dwa razy zaprowadził mnie osobiście do lekarzy. Najpierw na badania krwi, a następnie do znajomego dermatologa, członka Ruchu Focolari.
                                 

Ks. Stanisław Stawicki SAC


Warto dołączyć

Warto wiedzieć

Warto posłuchać

Warto wspomóc

Jak do nas trafić